piątek, 2 września 2016

Sowia karuzela

Nasze tegoroczne wakacje trwały bardzo długo. Można powiedzieć, że nadal trwają, ale już najwyższy czas zajrzeć na bloga.
Jeszcze przed narodzeniem mojej Córeczki uszyłam dla niej zabawki na karuzelę nad łóżeczko. Niestety przez ten czasu nie miałam kiedy jej obfotografować. Nie uwierzycie, ale chyba czas ją zdjąć. Dlatego wreszcie zebrałam się do zrobienia kilku zdjęć. Hania będzie już niedługo kończyć 5 miesięcy i okazuje, że sówki już nie są dla niej aż takie ciekawe. Poznaje świat i interesuje się wszystkim wokół, a wiszące nad głową zabawki chyba już się jej znudziły.
 Uszyłam cztery sówki, pasujące do dużej sowy z szeleszczącymi skrzydłami (post). Do sówek doszyłam też gwiazdki, chmurki i duży, śpiący księżyc na środku.  
 
Jestem z siebie bardzo dumna. Okazało się, że karuzela spisała się świetnie przez ten czas. Hania bardzo lubiła się przyglądać sówkom, a z czasem nawet zaczęła się do nich uśmiechać. Wtedy to dopiero się cieszyłam, że udało mi się uszyć coś co trafia do takiego Maleństwa. Teraz tarmosi dużą sowę z szeleszczącymi skrzydłami, metkowce i jeździ w foteliku z poduszeczką "angel wings".
Najwyższy czas uszyć coś nowego, a zdradzę Wam, że mam już pewien pomysł.

sobota, 25 czerwca 2016

W pełnym słońcu lata

Robótkowy zastój uzupełniam ogrodem. To właśnie prace w ogrodzie są powodem tej przerwy. Słoneczne dni najchętniej spędzamy na świeżym powietrzu, dlatego pewnie dzierganie i szycie lepiej nam idzie podczas chłodniejszych pór roku. 
Ciekawa jestem, czy ktoś zgadnie jaki kwiat jest na zdjęciu.
Na jego zakwitnięcie czekałam 3 lata. Łodyga z kwiatami miała około 180 cm.


A to moje ulubione maki "samosiejki". Raz posiane zostają w ogrodzie na długo.

Kilka lat temu, Danusia z Babusiowych robótek przysłała mi nasiona krzewu Mojżeszowego.
Nie zdążyłam uchwycić pełni kwitnienia, ale było co podziwiać. Tym razem gdy tylko dojrzeją, ja też chętnie podzielę się nasionami.

W bardziej zacienionej części ogrodu posadziłam żurawki. Mam ich 4 rodzaje. Każdego po kilka krzaczków wyhodowanych z jednej sadzonki. Zastanawiam się, dlaczego żurawki są takie drogie. Nigdzie nie spotkałam sadzonki poniżej 10 zł, a przecież ich rozmnażanie jest takie proste.
W moim ogrodzie nie może zabraknąć naparstnic :)

Tej rośliny nie uprawiam w ogrodzie, jednak bardzo ją cenię. Od kilku lat z czarnego bzu robię nalewkę, która zimą jest niezastąpionym rozgrzewaczem i odpędzaczem chorób. 
Część zebranych kwiatów suszę i w grypowym sezonie obdarowuję nimi wszystkich zakatarzonych znajomych. W tym roku zrobiłam także syrop. Zobaczę jak się sprawdzi.

Pozdrawiam - Maria

piątek, 10 czerwca 2016

Kocia lampka

Od jakiegoś czasu miałam w planach zrobienie "cotton ballsów", czyli pięknej girlandy ze świecących wełnianych kuleczek. Znalazłam różne tutoriale, ale jakoś po sezonie bożonarodzeniowym nie mogłam trafić na odpowiednie lampki LEDowe, które mogłabym do tego wykorzystać. Bałam się też, że efekt mojej pracy będzie bardzo odbiegał od oryginału, a przy tym narobię masę bałaganu. Ostatecznie byłam już gotowa kupić prawdziwe cotton ballsy, ale przecież ucierpiałby na tym mój "honor rękodzielniczki". Na szczęście niedawno natknęłam się na błyskawiczny i prosty pomysł na cudną lampkę, którym się z Wami podzielę.
Kupiłam lampę FADO w IKEA. Koszt takiej lampy to ok. 40 zł. Do niej można dokupić białą żarówkę, ale rozważam też zakup takiej RGB, w której można zmieniać kolory pilotem. Dalsze działania są niesamowicie proste. Zakładam, że większość kobiet ma w swoich zasobach czarny i różowy lakier do paznokci. 
Najpierw narysowałam cienkopisem linie, które później poprawiłam lakierem. Podobnie było z policzkami. Obrys wypełniłam różowym lakierem. Na szczęście przy malowaniu lakierem do paznokci na szkle, nie trzeba się bardzo stresować, bo każda pomyłka lekko schodzi po przetarciu zmywaczem. Kilka niedociągnięć wytarłam patyczkami do uszu zamoczonymi w zmywaczu. Na koniec dokleiłam uszy. Wycięłam trójkąty z grubego, szarego filcu i przykleiłam klejem z pistoletu. 
W taki sposób powstał kociak, który niesamowicie ociepla wnętrze. Ciekawe jest również to, że kiedy kot nam się znudzi, będę mogła zmyć to co namalowałam i odkleić uszy. Mam już kilka pomysłów na kolejne wersje dla tej lampy, ale póki co muszę się nacieszyć moim kotem. 
Pozdrawiam, Ola